Wolałabym dostać Nobla

Aktorstwo. My, aktorzy, jesteśmy plastycznym tworzywem, ale i produktem. Metoda aktorska, której się nauczyłam, polega na wracaniu pamięcią do wspomnień, też tych złych. Odtwarzanie emocji jest trudne. Nawet idąc na casting, przygotowując jakąś postać, wypruwam wnętrzności. Wchodzę w tę postać głęboko i pozostaję nią na dłużej. Aktorstwo to nie jedyna droga, którą powinnam iść. Muszę działać kreatywnie. Jestem cierpliwa, jeśli chodzi o pracę. Mogę długo czekać na wymarzoną rolę, ale cały czas muszę się rozwijać. Boję się nudy i kompromisu. Nie pozwolę sobie na to. Będę walczyć, dopóki nie osiągnę celu.

Bunt. Moi rodzice, dostrzegając we mnie pasję, nigdy jej nie tłamsili, nie wyśmiewali się, starali się ułatwić mi jej realizację. Nie było tak, że nie mogłam się doczekać, kiedy zostanę sama i spróbuję np. zapalić papierosa. Mama mówiła: „Chcesz zobaczyć, jak smakuje papieros? Proszę bardzo. Chcesz spróbować piwa? W porządku”. I przy niej próbowałam.

Dzieciństwo. Na pewno nie miałam prawdziwego. Jeździłam po świecie, przeżyłam rzeczy, o których można by napisać książkę. To były trudne chwile, ale pozwoliły mi dojrzeć. Coś za coś.

Ekologia. Jako dziecko robiłam domowy kompostownik, wrzucając do wazonów niedojedzone kanapki (śmiech). Ekologię zawsze kochałam, więc pomyślałam, że w tej dziedzinie mogę się spełnić. I udało się. Wypuszczamy na rynek ekskluzywną linię Ekoświeczek. Wosk jest wlany do obciętych butelek po winie. To już nie jest recycling, tylko „reuse”. Wosk jest zrobiony z owocu kokosa, z olejkami eterycznymi, przepięknie pachnie i pełni też funkcję balsamu do ciała. Pudełko zrobione jest z materiału biodegradowalnego z nasionkami. Można je później zasadzić i wyrosną z niego kwiatki.

Fatum. Wierzę, że każdy ma jakieś zadanie do wykonania. Trzeba tylko umieć je znaleźć. Przez lata tańczyłam i z kręgosłupem było coraz gorzej. Jeden z kręgów zaczął naciskać na nerw i zdarzało się, że przez godzinę nie czułam stopy lub miałam problem z kolanem. Próbowałam nawet stosować jakieś zaczarowane rzeczy, żeby je uzdrowić. Zaczytywałam się w książkach o medycynie naturalnej i szukałam odpowiednich specyfików, ale nic nie pomogło. Bóg chciał, żebym robiła w życiu coś innego.

I jak ikona i impreza. Kto dzisiaj jest ikoną? Paris Hilton? Tak naprawdę nie wiadomo, czym ona się zajmuje. Jest sławna z powodu bycia sławnym. Kiedyś ikoną była Marilyn Monroe. Dzisiaj decydują o tym tabloidy. Już nie bierze się pod uwagę wartości i dokonań. Panuje obsesja bycia celebrity. Ludzie czują, że są częścią życia tej osoby, skoro np. widzą, jak robi zakupy, czy czytają na Facebooku jej codzienne zapiski. Buduje się sztuczna więź. Ikona zrobiła się za bardzo namacalna. Pozbawiona tajemnicy. Imprezy? Unikam ludzi, którzy imprezują. To nie jest mój świat. Ostatnio przyglądałam się ludziom na imprezie: roześmiani, kompletnie zatraceni w alkoholu, muzyce... Ja nie do końca potrafię się tak rozluźnić, ciężko jest mnie z domu wyciągnąć na imprezę.

Kobiety. Liczba kobiet przerasta liczbę mężczyzn. Dziewczyny zrobią wszystko, żeby upolować dobrą partię. Psują drogę takim jak ja, które wolą przechodzić przez długi proces poznawania partnera. Nie pochwalam tego, że po pierwszej albo drugiej randce ludzie już idą ze sobą do łóżka. Czasami słucham nocnych opowieści koleżanek i łapię się wtedy za głowę. Faceci są przyzwyczajani do tego, że nie muszą się starać o kobietę. Nie ma miejsca na uwodzenie. Brakuje mi romantyzmu w relacjach damsko-męskich i szacunku do kobiet. Kompromis jest dobry. Każe nam swoje ego odsunąć na bok.

Mama. Jest dla mnie lekiem na całe zło. Łączy nas silna więź. Czasami potrzebuję, żeby chociaż mnie usłyszała, zobaczyła przez chwilę. Nie muszę przed nią niczego ukrywać. Wiem, że u niej zawsze znajdę zrozumienie.

Nagrody. Nie mam parcia na Oscara, wolałabym dostać Nobla (śmiech).

Obsesja. Michael Jackson. Tak. Obsesja, to była po prostu obsesja. Stałam przed telewizorem i naśladowałam każdy ruch z teledysku „Thriller”. Rysowałam jego twarz. Jak tylko nauczyłam się pisać, napisałam opowiadanie o Jacksonie, w którym on zobaczył, jak tańczę, porwał mnie z Polski i chciał zostać moim mężem.

Przyjaciele. To, czego najbardziej mi brakuje, gdy jestem w Stanach, to poczucie rodzinnego ciepła i więzi.

Ryzyko. Kiedyś NBC planowało projekt „Destination Green”, o ekologicznych miejscach w różnych krajach. Postanowiliśmy zrobić odcinek o Polsce. Rozmawiałam z Ministerstwem Środowiska, aby przyznało na to pieniądze. Ministerstwo chciało mieć kontrolę nad projektem. Starałam się im wyjaśnić, że to NBC zmontuje materiał po swojemu. W kontraktach było zapisane, że jeśli coś komuś w MŚ się nie spodoba, to ja muszę oddać wszystkie pieniądze. Na tej drodze było zbyt dużo punktów zagrożenia... A w Stanach ludzie uwielbiają nowatorskie pomysły, uwielbiają być w czymś pierwsi, tam jest łatwiej. Jeżeli w Stanach mi się uda, to w Polsce też będą większe szanse.

Śmieci. Wyciągam ze śmietników butelki i wkładam do oddzielnej torebki. Segreguję śmieci... za innych, często nawet za sąsiadów.

Związki. Lubię dawać coś ludziom, rzadko chcąc czegoś w zamian. Powoli uczę się, żeby niczego od innych nie oczekiwać. Odczuwamy zawód, bo czegoś oczekujemy. Jeżeli wyrzucimy ze słownika „ktoś powinien coś tam", to od razu cierpienie znika. Kobietom często wydaje się, że mogą zmienić faceta, wychować go. Ale to nieprawda. Wtedy narażamy się na ból. Chodzi o to, że trzeba się nauczyć być OK. Lubię brać sprawy w swoje ręce, mieć kontrolę i właśnie tego muszę się oduczyć, bo uczę w ten sposób partnerów wtórnej bezradności. Kiedy od kobiety wszystko zależy, facet zaczyna tracić poczucie własnej wartości.

Wysłuchały: Iga Gierblinska, Edyta Hetmanowska
Źródło: Gala

16/02/2011, 20:06