Jak kobieta z mężczyzną

(drukuj)

Jak kobieta z mężczyzną

Skąd pomysł wspólnego projektu artystycznego o kobiecie? Dlaczego
właśnie Kobieta?
RP: napisałam poezję pod tytułem kobieta i pokazałam ją Tomkowi. Spodobała mu się i zaczął pracować nad zdjęciami. To geneza naszej współpracy, a geneza tytułu? Kobiecość to nasza pierwsza tożsamość. Rodzimy się ze świadomością płci, wiążą się z tym określone cechy biologiczne i dyspozycje psychologiczne, trudno od tego uciec.

Czy mężczyzna nie mógłby być równie dobrym podmiotem lirycznym w albumie ,,Kobieta”?
RP: tak, czasami nawet piszę w trzeciej osobie męskiej, tytuł nie jest przypisany do kobiety, bo to równie dobrze może powiedzieć mężczyzna. Treści są uniwersalne i mówią o dojrzewaniu człowieka.

Ale jednak zdecydowała się Pani na nadanie tytułu Kobieta-
RP: Jestem przede wszystkim kobietą, niezależnie od tego kim jestem z wykształcenia, jakie rzeczy w życiu zrobiłam. Z tym wiąże się pewien rodzaj wrażliwości, pewien zasób przywilejów, przynależnych płci pięknej, ale i ograniczeń. .

A jak Pan się odnalazł w tym temacie?
RP: jako kobieta rewelacyjnie (śmiech)
TS: te wiersze są o człowieku, opowiadają o pewnych prawdach wynikających z życia bez względu na płeć.

Nietzsche powiedział, że cokolwiek powie się o kobiecie jest prawdą.
RP: Nietzsche pisał wiele rzeczy, nie ze wszystkimi trzeba się zgadzać. Cokolwiek powiem o sobie na poziomie faktu jest prawdą, cokolwiek powiem na poziomie faktu o drugim człowieku jest prawdą. Moja interpretacja faktu niekoniecznie musi być prawdą, mam pełną tego świadomość.

Jakie prawdy są w Kobiecie?
RP: W treściach jest wszystko: dojrzewanie, poszukiwanie, rozczarowanie, wzruszenie, tęsknota, akceptacja, pogodzenie i wiele emocjonalnych stanów świadomości.

Jak scharakteryzowałaby Pani współczesną kobietę?
RP: Współczesna kobieta jest dużym problemem dla samej siebie, bo ma wiele ról, w których odnajduje się lepiej lub gorzej. Często odcina się od tego, co jest jej wewnętrzną siłą. Współczesna kobieta ,,stara” się być silna na zewnątrz i dopasowuje się do całego pakietu wymagań, jaki stawiają jej media. Masz być superkochanką, superkobietą, mieć wszystko dopracowane. A kobiecość to także pogodzenie się z tym, że nie wszystko jest naj i super, że czas przemija, że na każdym etapie życia wyglądamy inaczej. W albumie pokazałąm w sposób uniwersalny z czym człowiek się konfrontuje na co dzień, co przeżywa. W sumie pokazaliśmy kobietę w sposób mało atrakcyjny dla pism kobiecych, bo nie ma botoksu i sztucznych cycków ani maniery megasupergwiazdy...
TS: W ogóle nie ma cycków...
RP: To nawet, Andrzej Mleczko nam zarzucił, przyszedł do Tomka z pretensjami..., że ta ,,nasza kobieta taka bez cycków”.
TS: te słowa trafiły do mnie, bo tam rzeczywiście nie ma nic, nawet żadnych sugestii, nie ma otarcia się o seks i ciało.

Trochę jest, np. kobiece uda
T: to jest element zmysłowości. Chodzi o to, żeby pokazać kobietę najzwyczajniejszą w świecie, a ludzie się tego boją, bo nie wypada. Współczesna kobieta boi się obnażyć, boi sią być normalną - wszyscy Graja, taka jest tendencja. Nawet nie mężczyzna stawia kobiecie tak wysokie wymagania, tylko może media, może one same. Czasopismach piszą tylko o tym, co zrobić żeby być atrakcyjną. Żeby być atrakcyjną trzeba b y ć sobą. Człowiek nie jest w stanie udawać przez długi czas. Potem trzeba się obnażyć i jeśli ktoś od początku nie był autentyczny, to przegrywa. Kiedyś rozmawialiśmy na temat małżeństw internetowych, które zanim się się po raz pierwszy spotkały, to prowadziły ze sobą korespondencję dzień w dzień przez ponad rok. Tam nie trzeba było niczego ani nikogo udawać. Oni po prostu mieli potrzebę szczerej rozmowy.

A co Pan mówił modelkom przed zrobieniem im zdjęcia?
TS: Młoda dziewczyna , która przyszła na moją wystawę, spytała, czy nie mógłbym jej sfotografować. Pomyślałem, że to jest najlepsza rzecz jaka się może zdarzyć: ktoś chce i jest przygotowany do tego, żebym go odkrył aparatem. Wypiła herbatę, włączyłem muzykę, moja żona trochę z nią porozmawiała, potem położyła się na kanapie, dałem jej
jakieś korale i czekałem, aż stałem się przezroczysty i zacząłem robić zdjęcia, najpierw powoli, a potem jak już widziałem, że jej to nie przeszkadza, to poklatkowo. Jak wychodziła, miałem wrażenie, że było to dla niej wyjątkowe przeżycie, kompletnie się zrelaksowała. Nie tak chyba sobie to wyobrażała. Myślała, że będzie jakieś studio, lampy, ona będzie wykonywała jakieś zadania, a ja ją pozostawiłem samej sobie. Była też
inna osoba, która zrobiła na mnie ogromne wrażenie, kiedy spotkałem ją pierwszy raz,bo ma szczupłą twarz, rude włosy i piegi. Jak zrobiłem jej zdjęcia, przysłała mi po wystawie pięknego maila, jak to dużo dla niej znaczyło. To jedna z takich osób, które nie wierzą, że może być kobietą na sto procent, może wynika to z osobistych doświadczeń...Każdy z nas jest na swój sposób ciekawą osobowością, tylko ludzie sobie nie zdają z
tego sprawy, albo w to nie wierzą, zakładają mundury i podają się nurtowi.

Dlaczego akurat zdjęcia tak otwierają kobiety, może nie tylko kobiety...?
RP: Artysta wchodzi w głęboki emocjonalny kontakt z osobą fotografowaną.
Człowiek nagle odkrywa siebie w zupełnie inny sposób, widzi siebie
oczami innego człowieka, a Tomek patrzy na ludzi z ogromną miłością,
wiarą i zaufaniem. Między innymi dlatego nie miałam obaw, by razem z nim przygotować ten projekt i powierzyć mu teksty. Tomek zrobił z nich
użytek szlachetny.
TS: Pierwszy stopień, najważniejszy polega na tym, że jeżeli weźmie się
kogoś z ulicy i powie się mu, że wygląda pięknie, to taki człowiek mdleje z wrażenie, że on żyjący na marginesie społeczeństwa, oglądający za szybą wspaniale zbudowanych ludzi w pismach, że też jest komuś potrzebny, jest częścią tej społeczności. Kiedy robiłem ilustracje do „Alicji w krainie czarów“ siedziałem w knajpie we Wrocławiu
i nagle niezwykle otyły człowiek siada przy stoliku obok otoczony swoimi kolegami, wszyscy popijali piwo, byli weseli, a on siedział smutny. Gdy go zobaczyłem, pomyślałem, że to jest idealny model do jednej sceny z „Alicji...“, ale zastanaiałem się co mu powiem? Że on jest gruby? Oni wstają, więc idę do niego i mówię: robie ilustracje do
„Alicji…“ jesteś wymarzonym modelem do jednej sceny.Wszyscy siedzieli z ponurymi minami, a mój model siedział jak basza uśmiechnięty.
RP: Jest w nas zewnętrzny atawizm, potrzeba oglądania siebie w cudzych oczach. Tomek jest człowiekiem, który w pełni akceptuje człowieczeństwo drugiej osoby.
TS: ubóstwiam typy, ja się wychowałem na Fellinim, gdzie każda osoba była wyjątkową postacią. W Krakowie, w Pauzie jak robiliśmy zdjęcia, zauważyłem, że facet, którego miałem fotografować, trzy razy uciekał z kolejki. Wskazałem go i powiedziałem, że to jego kolej. Stanął przed obiektywem, zrobił fajny gest i jak już było po wszystkim, widać było, że to inny człowiek. Na otwarciu wystawy podszedł do mnie ze łzami w oczach i powiedział, że narodził się na nowo, zaczął siebie akceptować.

Poezja też potrafi takie cuda zdziałać?
RP: wiele razy się wzruszyłam, gdy ktoś podchodził do mnie po wernisażu i cytował fragment, mówiąc, że takiej frazy szukał przez całe życie, ona dała mu głębokie zrozumienie jego osobistej historii, dopełniła, zamknęła. To chyba największa zapłata za to, co robię. Krótka forma w tym całym, współczenym nagromadzneiu słowa, jest słyszalana. Pozwala przekazać to ważne. Ludzie, którzy żyją na co dzień kompletnie inaczej, chodzą w garniturach, pracują w bankach, nagle czują, coś się w nich otwiera pod wpływem kilku słów.
W moich tekstach trzymam się z żelazną konsekwencją zasady: minimum formy, maksimum treści. Nie kreują w sposób redundantny lirycznego świata. Zawsze można stworzyć wiersz, w którym będzie dużo odwołań do literatury, do sztuki, to jest dobre, jeżeli wzmacnia przekazanie głównej myśli, ale jeżeli to może zasłonić ten ważny przekaz, to jest to zbyteczne.

Czy krótka forma nie ogranicza swobody wypowiedzi?
RP: Czasami mam ochotę ,,błysnąć’’ cytatem lub nazwiskiem, jako absolwent Instytutu filozofii i socjologii, ale skoro chcę błysnąć, to wiem, że to niepotrzebne ☺ Kiedy piszę wiersz, dotąd pracuję z tekstem, aż poczuję, że już nic więcej nie jest do wyrzucenia. Toemk się czasami śmieje, że u mnie pisanie równa się skreślanie.
Mam nieraz wyrzuty sumienia, że montujemy od nowa cały filmik, bo zmieniam jedno słowo w puencie, ale to naprawdę ma zanaczenie.
Staram się, by moja poezja była wolna ode mnie, w sensie nawiązaniu literalnie do mojego doświadczenia... często prowakacyjnie stosuję trzecią męską osobę. Pytanie czy jest poezją to, że
usiądę pod gruszą i zapiszę swoje wrażenie o tym, że świat jest smutny, a Heniek kocha inaczej. Woodworth, angielski poeta, napisał, że poezja to emocja w chwili spokoju. Najważniejsze jaką myśl kreujemy, jaki przekaz, jaką ideę światu chcemy przekazać. Na pewno nie napiszę wiersza, który będzie apoteozą chamstwa, gnuśności, głupoty i będzie bardziej lub mniej podświadomie zachęcał do czegoś mało konstruktywnego.

Skąd bierze się potrzeba pisania?
RP: Na początku to była forma autoterapii, pierwszy kontakt z emocjami (śmiech), Kobieta to mój najstarszy tomik, później wydałam Metaxę... i kolejne. Kobietę napisałam bardzo dawno temu i nie chciałam tego pokazywać światu, a tu nagle słyszę od Tomka, że, to jest dojrzałe, i żebym zadedykowała to swojemu procesowi dojrzewania. Nie potrafię nie pisać już, to jest.
TS: Mnie się wydaje, ze każdy sobie w tym ogródku znajdzie jakiś kwiatek. Jest wiersz o tym, że od samego siebie człowiek nie ucieknie i to jest np do wszystkich, którzy podejmują decyzję, żeby opuścić kraj, bo jest winien ich nieszczęścia, a zapominają, że gdziekolwiek nie pojadą, to zabierają samego siebie. Od siebie nie uciekną. Najpierw trzeba zmienić siebie.
RP: Największym kapitałem jaki mamy i o który naprawdę warto się troszczyć, jest stan naszej świadomości. Wszystko inne jest dodatkiem, czasami miłym, czasmi uciążliwym zbyt. Możesz być w ekskluzywnym hotelu, a czuć pustkę, a możesz być w chacie w lesie i czuć się fantastycznie. To kwestia naszego stanu świadomości, który nie bardzo koreluje z ilością zer na końcie.

Jakie wnioski można wynieść z lekcji o emocjach, którą razem
stworzyliście w tym projekcie?
RP: przede wszystkim, żeby od nich nie uciekać.
TS: nie udawać, że ich nie ma
RP: bo im bardziej od czegoś uciekamy, tym bardziej to przywołujemy
TS: emocja, zwłaszcza zła nie może kumulować się w środku

A jak ktoś nie ucieka od emocji, tylko nie może sobie z nimi poradzić?
TS: powinien poczytać te wiersze, albo przyjść do mnie na sesję i
krzyczeć bardzo głośno.
RP: Wiersz może służyć pracy terapeutycznej, pomaga w samoanalizie, te teksty dają to czytelnikom, dalej to już indywiudlana droga każdego czlowieka, czy ta profesjonalna, czy bardziej duchowa, czy obydwie razem.
Czy w związku z tym czuje Pani jakąś odpowiedzialność?
RP: przede wszystkim za siebie. Owszem, chcę przekazywać pozytywne treści.

Fotografia i haiku to jest ślad zapisu emocji, czy już interpretacja ich?
RP: Na początku było słowo. Tomek przeczytał i zapomniał. Później
oglądałam jego filmiki zabarwione wspaniałą muzyką Cezarego Skubiszewskiego i włączałam w to treść, tak żeby udało nam się
osiągnąć SYNERGIĘ.
TS: ale też rekacja dla mnie była zaskakująca, bo Renata jak pierwszy
raz zobaczyła filmy, to się popłakała, potem przyszła kolejna osoba i
znowu łzy. Nie jest moim zamiarem, żeby wyciskać łzy, ale jeśli ktoś
otworzy się do tego stopnia, to jest to pozytywne.

Napisała Pani : daleko do doskonałości, zajmij się niedoskonałością,
jest bliżej. Czy łatwiej jest pisać o niedoskonałości i fotografować ja
czy lepiej zająć się doskonałością?
TS: Lepiej jest fotografować to, co istnieje. Doskonałość nie istnieje,
została wymyślona. Doskonałe rodzi się dziecko i od pierwszej sekundy
życia zaczyna się psuć. Nie wiem dlaczego, ludzie się zachowują tak,
jakby nie było postępu czasu, jakby czas nie postarzał wszystkiego.
Lubię robić zdjęcia, które są niedoskonałe w każdym sensie, np są
poruszone, lekko nieostre. Walczę z pojęciem doskonałości, bo nie
istnieje moim zdaniem takowa.
RP: To, co kiedyś zainspirowało mnie do tego wiersza, to to, co kiedyś
powiedzał Osho, że natura tworzy rzeczy doskonałe, ale one nigdy nie
są doskonałe w naszym potocznym rozumieniu. Drzewo? Ma poniszczoną korę, odpada. Jest piękne samo w sobie. Nie ma sensu, doklejać jej, prasować, prostować, to idiotyczne. Rzeczy prawdziwe są same w sobie doskonałe, ale to nie ma nic wspólnego z taką doskonałością sztuczną,
którą wykreowali ludzie.

Dlaczego kobiety zdecydował się Pan pokazać w takiej zamglonej stylistyce?
TS: Używałem folii, żeby obraz był miękki, żeby uciec od dosłowności, czasem na granicy widzialności. Szukałem innych bodźców, czegoś co mnie poruszy. Jak patrzę na ludzi, to widzę jak szybko przyzwyczajają się do nowych trendów. Przyzwyczajają się do nowego sposobu pokazywania i opowiadania, więc idziemy do przodu.

W fotografii też?
TS: Cały czas coś się zmienia. Jeszcze do niedawna fotografia była tylko przedstawiającą, dokumentującą, w tej chwili wiekszość młodych ludzi robi zdjęcia opowiadające o emocjach autorów, o nich samych. Teraz człowiek fotografuje własne stopy, chce oddać siebie, to jest niewiarygodna zmiana. Tego nie wypadało kiedyś robić. [Nan] Golding, która uciekła z domu jak miała 17 lat i wyniosła się do Bostonu,
przeniosla się do środowiska delikatnie mówiąc odlotowego- narkotyki, alkohol, seks. Ona, ponieważ jednak była z zewnątrz i nagle wpadła do tego worka, poczuła potrzebę dokumentowania tego, w sensie profesjonalnym nikt by jej nie nazwał fotografem, bo nie miała warsztatu, ale złapała kawał tego czasu i gdyby nie ona, ludzie nie mieliby pojęcia jak wygląda takie życie, do którego ona trafiła.

Napisał Pan na swojej stronie internetowej, że fotografia jest dla Pana
niekończącym się poszukiwaniem i zastanawiam się, czy Pani może
powiedzieć to samo o haiku. Jak przebiega Wasza droga do ostatniego
etapu, do znaleziska?
TS: Poszukiwanie może mieć dosyć negatywną konotację, bo kojarzy się z wysiłkem, udręką, a dla mnie poszukiwanie jest ważne w kontekście zabawy, jak z dzieckiem, jak mu się podoba to się dalej bawi, a jak nie, to rzuca zabawkę, bo w innej coś widzi. Jeśli będziemy na siłę poszukiwać, codziennie rano budzić się i myśleć, że muszę coś nowego
dzisiaj wymyślić....guzik, nie ma. To musi być odbicie naturalnych zmian zachodzących w człowieku, a nikt mi nie powie, że człowiek się nie zmienia, bo każdy się zmienia, codziennie jesteśmy bogatsi o nowe doświadczenia.
RP: w haiku poszukiwanie ma inny wymiar. To przygoda w odkywaniu nowego, nigdy nie stawiam sobie określonego celu. Myślałam, że następny tomik będzie zupełnie inny, zaplanowałam go, a przyszło coś innego, wyjechałam w podróż, zostałam czymś zainspirowana i tak robimy następny projekt, będzie o ciszy. Proces poszukiwania wymaga wrażliwośći i uważności na siebie i na świat. To dar od losu, ale i bardzo wymagający dar, droga bez końca...

Czyli artyści 24 h na dobę?
RP: Bycie artystą potocznie kojarzy się z frywolnym i wolnym od odpowiedzialności stylem życia. To idiotyczne. Płacę rachunki, angażuję się w rzeczy biznesowe i jednocześnie żyję z pewnym progiem wewnętrznej wrażliowśći, który mnie w wielu sytuacjach determinuje. Osobiście średnio toleruję „artystów“ i ,,nie artystów” którzy nie trzymają się terminów, nie relalizują obietnic, nie odpowaidają na maile... To w zasadzie pewien zasób kulturowy wyniesiony z domu, jeśli komuś go brakuje, to jest zwyczajnym abnegatem i trochę słabo jeśli dorabia to tego pseudoartystowskim stylem bycia.

Czy jest jakiś temat, którego nie chciałaby Pani poruszać w poezji?
RP: nie czuję, że byłaby jakaś sfera tabu, ale nie chcę poprzez moją poezję nikogo obrazić, piękną cechą jest nie ocenianie...
Nie czuję potrzeby bruatalizowania rzeczywsitośći, poprzez wulgaryzm twórczej ekspresji.

Czy ocena nie jest punktem wyjścia do dyskusji?
RP: Raz tak, raz nie, czym innym jest ocena sytuacji, czym innym etykietowanie ludzi. Musimy oceniać stan konta, stan zdrowaia własny, dziecka. Może zostawmy innych w spokoju...

Czasami granica jest cienka
RP: Pewnie tak, mam tomik ,,zero grawitacji”, jest prowokujący, odczarowuje znaczenie ,,społęcznie istotnych pojęć” tkj.: jak kultura, statystyka, etc. Często coś z pozoru doniosłe jest farsą. Żyjemy w świecie pomieszanych pojęć... i warto to pokazać w poezji.
A czy dla Pana jest sfera tabu w fotografii?
TS: Jeśli ktoś by przyszedł i powiedział: zrób mi intymną sesję, to bym to zrobił. Przedkładam szacunek do człowieka ponad wszystko. Kiedyś przyjechała Niemka z NRD jak tylko otwarto granice. Chciała żebym porobił jej akty. Od urodzenia miała zeza, w szkole ją wytykali i przezywali i miała taką w sobie traumę. A ponieważ wyrosła z
niej piękna kobieta, bardzo proporcjonalna, to postanowiła zrobić wszystko, żeby mieć potwierdzenie swojej piękności, bardzo świadome wykonała sporą pracę, by przywrócić sobie pewność siebie i tyle było przy tym zabawy, bo nawet w publicznych miejscach robiliśmy zdjęcia. Nie podejmuję zleceń sesji polityków, których sobie nie cenię. Miałbym opory fotografować jakieś zdarzenie w momencie, kiedy zamiast tego mógłbym komuś pomóc. To wynika z szacunku do człowieka.

Rozmawiały Iga Gierblińska i Edyta Hetmanowska
28/02/2010, 15:01

28/02/2010, 15:01